Wyobraź sobie markę odzieżową, która nie tylko inspiruje się sportem, ale naprawdę w nim żyje. La Martina to argentyńska luksusowa marka z Buenos Aires, która od początku postawiła na polo: nie jako ozdobnik w logo, ale jako rdzeń swojej tożsamości. Ich hasło brzmi po prostu „We are Polo”, i faktycznie to widać.
La Martina – co to za marka odzieżowa i dlaczego warto się nią zainteresować?
Marka właśnie wchodzi w nowy rozdział. Od 2025 roku pojawił się nowy creative director, szykują się plany ekspansji sprzedaży detalicznej. To dobry moment, żeby przyjrzeć się bliżej, kim właściwie jest La Martina i dlaczego świat mody luksusowej zwraca na nią uwagę. Nie chodzi tu o chwilowy hype, raczej o konsekwentne budowanie pozycji.

Dla kogo to wszystko
Marka trafia przede wszystkim do graczy polo (profesjonalnych i amatorów), ale też do ludzi ceniących kosmopolityczny casual chic z nutą sportowej elegancji. Jeśli lubisz rzeczy, które mają prawdziwą historię i kulturowy kontekst, zamiast tylko efektownej metki, La Martina może Cię zaciekawić.
Dalej przyjrzymy się konkretnej historii marki, jej DNA, ofercie produktowej i globalnej skali. Pojawi się też pytanie o autentyczność w czasach, gdy każdy chce być „lifestyle brandem”. Ale o tym za chwilę.

Historia i ewolucja
1985 rok, Buenos Aires. Lando Simonetti i Gachi Ferrari zakładają La Martinę, inspirując się nazwiskiem Marty de Estrada Lainez, matki legendy polo Adolfo Cambiaso. Od początku chodziło o coś więcej niż tylko odzież. Siodła, buty, kaski, ochraniacze, firma skupiła się na sprzęcie technicznym, który naprawdę miał znaczenie dla bezpieczeństwa zawodników. To była nisza, ale wśród graczy polo szybko stali się rozpoznawalni.
Koniec lat 80. przyniósł pierwszy zespół w Campeonato Argentino Abierto de Polo, a potem sponsoring Alfa Romeo (za zgodą AAP, co wtedy nie było oczywiste). W latach 90. Międzynarodowa Federacja Polo uznała ich za oficjalnego dostawcę koszulek na Mistrzostwa Świata. Wtedy też powstał Polo Management Group, który zaczął zarządzać całym ekosystemem wokół sportu.
Od sprzętu do stylu
Rok 2000 to wejście online i współpraca z Maserati przy Centenary Polo Tour. Sklep w Guards Polo Club, ekspansja retail, aż w końcu pierwszy londyński butik w 2015. Gdzieś między 2006 a 2012 rokiem sprzedaż osiągnęła szczyt, sięgając 200 mln USD, co pokazuje skalę zainteresowania.
Ale produkt też ewoluował. Do sprzętu dołączyła kolekcja „Replica” i ta kultowa koszulka polo (której geneza sięga 1869, brytyjskiej kawalerii). Nagle La Martina przestała być tylko dla jeźdźców. Stała się symbolem lifestyle’u, który z boisk przeniósł się na ulice. I właśnie ta transformacja definiuje markę dzisiaj.
Partnerstwa, które budują wiarygodność
La Martina nie używa hasła „We are Polo” jako chwytliwego sloganu marketingowego. To bardziej deklaracja tożsamości. Jak mówi sam brand: „Nie sponsorujemy polo – my jesteśmy polo”. I szczerze mówiąc, kiedy spojrzeć na ich partnerstwa, trudno się z tym nie zgodzić.
Współpracują z AAP (Argentyńskim Stowarzyszeniem Polo) i FIP (Międzynarodową Federacją Polo), dla której są oficjalnym dostawcą koszulek na mistrzostwach świata. To nie przypadek. Zobaczysz ich ubrania na:
- Guards Polo Club w Windsorze (tam gdzie grywa rodzina królewska)
- uniwersytetach takich jak Harvard, Yale, Oxford i Cambridge
- ponad 90 eventach polo rocznie na całym świecie
- zawodnikach na boisku i widzach na trybunach (co ciekawe, noszone zarówno jako strój meczowy, jak i casualowy)

Argentyńskie korzenie i globalna społeczność
Około 65% materiałów pochodzi z Argentyny. Dla marki to kwestia autentyczności, ale też realnego wpływu na lokalną gospodarkę. Nie przenoszą produkcji tam, gdzie taniej – zostają w kraju, który polo ma we krwi.
Pod względem pozycjonowania często porównywani są do Ralph Lauren, tyle że bardziej niszowi i, powiedzmy sobie szczerze, drożsi. Mniej mainstreamowi. Skupiają się na jakości materiałów i rzeczywistym zaangażowaniu w sport, nie tylko na logo. To luksus dla tych, którzy naprawdę znają polo – albo chcą się poczuć jakby znali.
Co ważne, społeczność wokół marki to nie tylko zawodnicy. To cały styl życia budowany wokół wartości sportu: elegancji, tradycji i pewnej dozy ekskluzywności.
Produkty i technologia
No dobra, zacznijmy od tego, po co właściwie większość z nas zagląda do La Martina: te koszulki polo. I tutaj od razu widać różnicę. Bawełna slab jersey, haftowane logo (nie nadruk!), charakterystyczny kołnierz z logo, pojedynczy guzik. Bez elastycznych mankietów, które po trzech praniach wyglądają żałośnie. Te koszulki nosi się równie dobrze na boisku, jak i na co dzień do jeansów.
Poza polo znajdziesz tu kompletną garderobę: T-shirty, swetry, spodnie, kurtki, sneakers i ankle boots, a także całą masę akcesoriów. Torby, czapki, paski, okulary. Wszystko utrzymane w tej samej estetyce, gdzieś pomiędzy sportem a casual elegancją.
| Kategoria | Przykłady | Kluczowe cechy |
|---|---|---|
| Koszulki polo | Classic fit, slim fit | Bawełna slab jersey, haftowane logo |
| Odzież | T-shirty, swetry, kurtki | Oddychające tkaniny, komfort |
| Obuwie | Sneakers, ankle boots | Casualowa linia, argentyńskie inspiracje |
| Akcesoria | Torby, czapki, paski, okulary | Skóra, detale polo |
Sprzęt dla polistów
Tutaj robi się naprawdę technicznie. La Martina produkuje profesjonalny sprzęt dla graczy polo i wcale nie oszczędza na innowacjach. Kask Armis to lekka konstrukcja z systemem MIPS (który zmniejsza rotacyjne siły przy upadku), jest też model Windsor Cotton dla tych, co wolą klasykę. Do tego ochraniacze i solidne torby na sprzęt.
Kit Bag kosztuje ok. £136, większy Mallet Bag to wydatek rzędu £169. Nie są to promocyjne ceny, ale jakość widać na pierwszy rzut oka. Co ważne: sprzęt kupujesz na osobnej stronie, tech.lamartina.com, podczas gdy odzież i akcesoria znajdziesz na lamartina.com. Trochę dziwne, że firma to rozdziela, ale przynajmniej łatwo się nie pomylisz.

Globalna obecność i biznes
La Martina działa w 56 krajach, co jak na markę z segmentu premium związaną z niszową dyscypliną sportową jest naprawdę sporym zasięgiem. Nie chodzi tu tylko o butiki własne, których jest około 80-85, ale też o obecność w domach towarowych pokroju Harrodsa czy Selfridges. E-commerce prowadzą na dwóch domenach: lamartina.com (główna) i tech.lamartina.com (bardziej techniczne linie). Całkiem sensowny model, jeśli pytasz mnie.
Ludzie, liczby i ekspansja
Zespół liczy od 51 do 200 osób, zależy od sezonu i outsourcingu produkcji. Przychody? Szacunkowo gdzieś między 22 a 35 milionów dolarów rocznie (dane za 2024/2025, oficjalnych za 2025 nie ma). To przedział, który wynika z różnych źródeł branżowych, więc traktuj go ostrożnie.
Rodzina Simonetti nadal prowadzi firmę. Lando Simonetti jako CEO trzyma ster, ale w styczniu 2025 doszła Antonella Di Pietro na stanowisko creative director. Ma za sobą Tod’s i Moncler, co brzmi obiecująco. Plan na najbliższy czas to otwarcie około 20 nowych sklepów, głównie w Azji i na Bliskim Wschodzie.
Geograficznie marka jest wszędzie tam, gdzie są pieniądze i zainteresowanie polo: Buenos Aires (flagowy butik La Casona), Londyn, Dubaj, Mediolan, Mumbai, Penang. Ameryka Północna i Południowa, Europa, Azja. Strategia wzrostu wydaje się jasna: więcej punktów sprzedaży, silniejsza kreacja, ale bez zrywania z argentyńskim DNA.

Między niszowością a masową rozpoznawalnością
La Martina często porównuje się do Ralph Lauren, tyle że w wersji bardziej sportowej i mniej komercyjnej. W Europie marka ma status prestiżowy, ale w samej Argentynie bywa postrzegana jako zbyt ekskluzywna, czasem wręcz niedoceniana przez lokalnych graczy polo. Paradoks? Chyba tak.
Ciekawostka dotycząca niezależności: w branży krążą pogłoski, że właściciele odmówili sprzedaży marki grupom takim jak LVMH. Bez oficjalnego potwierdzenia, ale sam fakt, że La Martina nadal działa jako marka rodzinna, coś o tym mówi. Autentyczność kosztuje, ale najwyraźniej jest bezcenna.
Tradycja, innowacja, ekspansja

La Martina balansuje dziś między zachowaniem swojej sportowej duszy a dopasowaniem się do zmieniającego świata mody premium. Z jednej strony marka nadal sponsoruje najlepsze drużyny polo i traktuje sport jako swój rdzeń, z drugiej eksperymentuje z miejskimi kolekcjami i współpracami, które mają przyciągnąć ludzi niezwiązanych z konnym światem. To ryzykowne, ale właściwie bez tego trudno konkurować z brandami, które nie mają takiego bagażu sportowego.
Pytanie brzmi, czy La Martina potrafi rosnąć bez rozmywania tego, co ją wyróżnia. Bo historia z polo to ich największy atut i jednocześnie pewne ograniczenie.
Ciekawe, jak to się ułoży w następnych latach. Trzymam kciuki, żeby nie stali się kolejną marką premium, która zapomniała, kim była.
Michael 99
redakcja moda & lifestyle
High Class Fashion