W 2026 roku Rolex świętuje sto dziesiątą rocznicę wprowadzenia koperty Oyster, wodoszczelnej obudowy, która zdefiniowała nie tylko markę, ale całą branżę zegarków naręcznych. To nie tylko okrągła data w kalendarzu. To moment, żeby spojrzeć na firmę, która rocznie produkuje około 1,15 miliona zegarków i utrzymuje status symbolu prestiżu od dekad. Większość ludzi kojarzy Rolexa z luksusem, ale rzecz w tym, że fundamentem marki zawsze była innowacja techniczna, nie tylko błysk złota.
Hans Wilsdorf, założyciel, zbudował coś więcej niż firmę zegarkarską. Stworzył system oparty na niezawodności i perfekcji. Dziś ponad 90% komponentów powstaje in-house, a każdy zegarek musi spełniać normę Superlative Chronometer (dokładność −2/+2 sekundy dziennie). Co ciekawe, od 1960 roku marka należy do Hans Wilsdorf Foundation, co pozwala jej myśleć długofalowo bez presji akcjonariuszy.
W tym artykule przejdziemy przez kamienie milowe, od pierwszych kroków Wilsdorfa przez ikony jak Submariner czy Daytona, aż po obecne wyzwania rynkowe i kontrowersje wokół dostępności modeli. Bo historia Rolexa to nie tylko sukcesy. To też trudne decyzje, spory prawne i ewolucja strategii, która trwa do dziś.
Historia marki Rolex
Hans Wilsdorf założył firmę Wilsdorf & Davis w Londynie w 1905 roku, choć wtedy nikt nie spodziewał się, że z małego importera mechanizmów wyrośnie imperium. 1908 to rok narodzin nazwy „Rolex”, która miała brzmieć dobrze w każdym języku. Brzmi banalnie, ale Wilsdorf myślał o globalnym zasięgu jeszcze zanim ktokolwiek używał tego słowa.

Potem poszło szybko. W 1910 Rolex dostał pierwszy certyfikat chronometru dla zegarka naręcznego, co wtedy było niemal niemożliwe. Cztery lata później, w 1914, przyszedł certyfikat Kew Class A, zarezerwowany dotąd dla morskich chronometrów. To był nokaut, bo nagle zegarek na ręce mógł rywalizować z precyzją stacjonarnych przyrządów. W 1919 Wilsdorf przeniósł firmę do Genewy, gdzie zresztą pozostała do dziś.
Jak innowacje zmieniły zegarek naręczny
1926 przyniósł Oyster, pierwszą prawdziwie wodoszczelną kopertę. Pięć lat później, w 1931, pojawił się Perpetual z rotorem obracającym się o 360°, który automatycznie nawijał mechanizm. To była rewolucja, nie ewolucja.
Lata pięćdziesiąte i sześćdziesiąte to era profesjonalizacji: 1953 (Submariner, Explorer), 1955 (GMT-Master), 1956 (Day-Date), 1963 (Daytona), 1967 (Sea-Dweller), 1971 (Explorer II). Rekordowe nurkowania i wyprawy polarne stały się poligonem testowym, bo Rolex potrzebował ekstremalnych warunków jako dowodu.
Od 1985 skupiono się na materiałach: stal 904L (dziś Oystersteel), 2005 ceramika Cerachrom i spiral Parachrom, 2015 pasek Oysterflex i kaliber 3255. Norma Superlative Chronometer (−2/+2 s/dzień) to dzisiejszy standard marki, wyższy niż COSC.

Jak Rolex testuje granice?
Reputacja Rolexa nie wzięła się z kampanii reklamowych, tylko z miejsc, gdzie większość zegarków po prostu by nie przetrwała. Ekspedycje, rekordy głębokości, wyścigi, to tam marka udowadniała, że wodoszczelna koperta to nie marketing, tylko fakt.
Ikony w akcji: od oceanu po Himalaje
Każda linia miała swoje pole walki. Submariner (od 1953) to nurkowanie, w końcu pierwszy zegarek wodoodporny do 100 metrów. Explorer powstał dla himalaistów, GMT-Master dla pilotów przekraczających strefy czasowe. Daytona to tor wyścigowy, Sea-Dweller głębokie nurkowania techniczne, a Explorer II eksploracja jaskiń i biegunów, gdzie dzień trwa miesiącami.

Rekordy, które stały się dowodem
Prawdziwe sprawdziany przyszły szybko:
- 1927 – Mercedes Gleitze przepłynęła Kanał La Manche z Oysterem na nadgarstku. Zegarek działał.
- 1953 – Hillary i Norgay na Evereście. Explorer wytrzymał minus 30°C i brak tlenu.
- 1960 – Deep Sea Special zjechał z bathyscaphe Trieste na dno Rowu Mariańskiego, 10 916 metrów. Ekstremalnie.
- 2012 – James Cameron powtórzył wyczyn z Deepsea Challenge. Wodoszczelność do 11 000 m dzięki systemowi Ringlock to już symboliczna granica możliwości.
Rolex pojawił się też na Wimbledonie, w filmach o Bondzie (Submariner), przy rekordach prędkości Campbella. Zastosowania w kulturze i sporcie wzmacniały wartość, ale to właśnie ekstremalne próby, rzeczywiste, nie inscenizowane – budowały popyt, którego marka nie musiała sztucznie podsycać.
Skala, która buduje niedobór
Rolex wytwarza często mniej zegarków, niż wskazywałyby szacunki entuzjastów. Oto twarde liczby:
- Produkcja: 1,24 mln (2023); 1,176 mln (2024); ~1,15 mln (2025, spadek o 2%)
- Obroty: CHF 10,1 mld (2023); ~CHF 10,5 mld (2024); ~CHF 11 mld (2025)
- Udział rynku: około 33% szwajcarskiego segmentu luksusowego
Ta skala sprawia, że popyt stale przewyższa podaż. Efekt? Listy oczekujących u autoryzowanych dealerów (AD) stały się niemal standardem przy kultowych modelach. Co ciekawe, marka podniosła ceny o 6% w 2025 roku, kontynuując wieloletni trend wzrostowy. To nie tylko inflacja, to też strategia pozycjonowania.
Sieć AD i strategiczne ruchy
Model dystrybucji Rolexa opiera się wyłącznie na autoryzowanych punktach. Żadnej sprzedaży online, zero oficjalnych kanałów e-commerce. W 2023 roku firma przejęła sieć Bucherer (największego europejskiego sprzedawcę zegarków), co wzmocniło kontrolę nad rynkiem. Rok później otwarto flagowy salon na 5th Avenue w Nowym Jorku, sygnalizując ambicje detaliczne.
W produkcji Rolex kontroluje ponad 90% procesów in-house, od odlewni złota po wytwarzanie spirali. Posiada też ponad 400 patentów. Każdy zegarek objęty jest 5-letnią gwarancją i certyfikatem Superlative Chronometer (dokładność od −2 do +2 s/dzień). Brzmi solidnie, prawda?
Ale ta dominacja ma też drugie dno. Kwestie praktyk dealerskich czy napięć na rynku wtórnym to osobny temat.
Spory, fałszerstwa i krytyka
Rolex to najbardziej podrabiana marka zegarkowa na świecie. Szacunki mówią o nawet 50 fałszywkach na jeden oryginał, co brzmi niemal absurdalnie. Problem nabrał jednak nowego wymiaru z pojawieniem się „superclones”, kosztujących około 600 dolarów replik, które bez specjalistycznego sprzętu trudno odróżnić od oryginału. Rynek wtórny boryka się też z „frankenwatch”, zegarkami złożonymi z autentycznych i podrabianych części jednocześnie.
W odpowiedzi marka zaostrzyła kurs prawny. W latach 2025-2026 pozwała m.in.:
- Swiss Wrist i Icebox za sprzedaż zmienionych części jako „genuine”
- BeckerTime i La Californienne za produkcję zegarków z customowymi tarczami, co firma uznała za naruszenie znaków towarowych
Gdzie kończy się marketing, a zaczyna spór?
Nie wszystkie kontrowersje dotyczą podróbek. W 2026 roku w Kalifornii wystartował pozew klasowy przeciw praktykom autoryzowanych dealerów, którzy wymagali zakupu biżuterii przed dostępem do popularnych modeli („bundling”). To wywołało falę dyskusji o sztucznym niedoborze i etyce sprzedaży.
Historia marki niesie też ciemniejsze wątki. W czasie II wojny światowej Wilsdorf dostarczał zegarki do krajów Osi, choć później został oczyszczony z zarzutów kolaboracji. Fundacja Hansa Wilsdorfa, będąca właścicielem marki, regularnie spotyka się z krytyką za ograniczoną transparentność darowizn, szczególnie po skandalach z 2011 roku. Niektórzy zarzucają też Rolexowi nadmierny konserwatyzm i świadome utrzymywanie napięcia na rynku. Obraz korony ma swoje rysy.

Teraźniejszość
Rok 2026 to dla Rolexu szczególna cezura, bo mija równo 100 lat od opatentowania Oyster. Marka nie odpuszcza, serwując rocznicowe edycje i jednocześnie popychając standard techniczny tam, gdzie zawsze celowała, w niezawodność i precyzję. Spójrzmy, co siedzi w ofercie teraz i dokąd to zmierza.
Jubileusz na tarczy i w katalogu
Na stulecie Oystera Geneva wypuściła Oyster Perpetual 41 i 36 z dyskretną sygnaturą „100” na tarczy oraz złotym beselem – lekko retro, ale elegancko. Oprócz tego mamy:
- Daytona Rolesium (stal + platyna) – materiałowe połączenie, które zawsze dobrze się sprzedaje,
- Yacht-Master II z nowym kalibrem 4162,
- Datejust z zieloną tarczą ombre (trend kolorystyczny trwa),
- Day-Date 40 Jubilee Gold – klasyka w nowej bransolecie.

Produkcja w 2025 spadła nieznacznie do ~1,15 mln sztuk (−2%), ale obroty urosły do CHF 11 mld (+4%). Tłumaczy to prosta matematyka: ceny idą w górę, popyt na klasyczne modele trzyma poziom.
Kaliber, rezerwa i co dalej
Standardem są teraz kalibry 2232 i 3230 z 70-godzinną rezerwą chodu oraz Superlative Chronometer (−2/+2 s/dzień). Włókno Syloxi i spirala Parachrom to już nie nowość, ale cały czas robią różnicę w codziennym użytkowaniu.
Strategicznie Rolex stawia na wizerunek: Perpetual Planet (środowisko), sponsoring Wimbledonu, Oscarów, PGA, SailGP. Przejęcie Bucherer w 2023 to sygnał, że marka chce kontrolować więcej kanałów sprzedaży.

Co do trendów? Szeptem mówi się o tytanie RLX, możliwym powrocie Milgaussa (70-lecie w 2024 minęło cicho) i annual calendar. Podwyżki w 2025 wyniosły ~6%, więc ostrożnie, ale konsekwentnie. Zobaczymy, czy jubileusz to tylko marketing, czy faktyczny zwrot.
Korona, która nie spada
Rolex zbudował coś, czego nie da się kupić za pieniądze na reklamę. Zaufanie. I to zaufanie nie wynika z kampanii marketingowych, tylko z dziesiątek lat konsekwencji. Gdy każdy zegarek, który wychodzi z fabryki, naprawdę działa przez kolejne pokolenia, nie trzeba przekonywać ludzi, że warto zapłacić więcej.
Dzisiaj korona na tarczy to symbol, który rozpoznają wszyscy. Nie tylko entuzjaści zegarków. I właśnie o to chodziło Wilsdorfowi od samego początku, choć pewnie nawet on nie wyobrażał sobie takiej skali. Stworzył markę, która przetrwała wojny, kryzysy i rewolucję technologiczną.

Co ciekawe, Rolex wciąż jest fundacją. Nie ma akcjonariuszy wymagających szybkich zysków, nie musi gonić za trendami. Może po prostu robić zegarki tak, jak uważa za słuszne. I właśnie ta niezależność pozwala koronie nie spadać.
Kenny
redakcja HCF